Dorosła córka swojej matki

24 czerwca 2020

Moim zdaniem najlepsze, co może zrobić dorosła córka, to dbać o relacje ze swoją mamą po dorosłemu

Wiem, że to śmiała propozycja i być może poczujesz bunt. Pomyślisz: jak to, przecież to rodzic jest odpowiedzialny za relację z dzieckiem! I masz rację, jednak mówimy o takiej zależności, kiedy dziecko faktycznie jest dzieckiem.

Proponuję więc kolejną śmiałą tezę, pytając, czy przestajemy nim być, kiedy kończymy 18 lat? A może wtedy, gdy zakładamy własną rodzinę? Lub dopiero, gdy rodzi nam się pierwsze dziecko?

Nie ma tu jednej, właściwej odpowiedzi. Zakładanie, że ta relacja nie zależy od nas, mama i tak się nie zmieni, a poza tym tyle już się wydarzyło, że nie masz nadziei na jej poprawę też jednak nie prowadzi nas w dobrą stronę.

Czym więc jest relacja dorosłej córki ze swoją mamą

Przede wszystkim traktowaniem po dorosłemu. To niekoniecznie znaczy “kolegowanie się”, bo to nie ten typ relacji. Bardziej mam na myśli autentyczność, zgodę dla mnie na bycie mną, a dla niej na bycie nią. Przyzwolenie na niedoskonałość jednej i drugiej. Wspólnie spędzony czas z bliskością, ale też z dawaniem sobie przestrzeni. Pewne oddalenie, by prowadzić osobne życie i z radością zbliżać się do siebie. Wdzięczność, czasem tęsknotę, refleksję. Bycie dorosłą, to także wybieranie siebie z całego dobrodziejstwa zachowań, emocji i doświadczeń, jakie może Ci przekazać matka. I z rozmysłem używam czasu teraźniejszego, bo przecież nie uczymy się od niej tylko w dzieciństwie.

Czego dziś uczy mnie mama

Mamy za sobą doświadczenie choroby i śmierci mojego taty. To w życiu każdej z nas przełomowy moment. Dla mnie był to czas przyspieszonego dorastania, ale też sprawdzenia siebie. Swojej wytrzymałości fizycznej i psychicznej, zgody na to, by pozwolić mu odejść. Dla mojej rodziny była to przede wszystkim nauka wspierania się wzajemnie.

Pewnie nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co czuła, kiedy odchodził jej kochany mąż. Tym bardziej, że rodzice poznali się w wieku 14 lat i byli dla siebie pierwszą wielką miłością. Patrzenie przez ten pryzmat pozwalało mi wybaczać jej zaniechanie, zaprzeczanie rzeczywistości, przełączenie się w tryb nadziei. To wtedy ja przejęłam dowodzenie w rodzinie, a jej, wtedy jeszcze nieświadomie, pozwoliłam się oswajać z rzeczywistością we własnym tempie.

Pewnie, że czułam nieraz złość, że trudne decyzje i rozmowy pozostawia mnie. Zamyka oczy i myśli jak małe dziecko, że wtedy śmierć nas nie odnajdzie. Czułam też głębokie zrozumienie, że tak dziś wygląda ten proces i każda z nas jest we właściwej dla siebie roli.

I to właśnie pierwsza wielka lekcja od mojej mamy.

Przyzwolenie, na bycie sobą w danej sytuacji

Nawet nie masz pojęcia, choć może czujesz to podobnie, jak bardzo było to dla mnie ważne. Na zasadzie lustra mogłam później sama stanąć w mojej autentyczności. Jeśli byłam w niej osadzona i pewna, nie musiałam się bać krytyki, oceny, skarcenia przez mamę. To również nie oznacza, że mama nie czuła złości, kiedy w jej ocenie robiłam coś źle, jednak złość to tylko emocja. Ona pojawia się i przemija, a relacja pozostaje.

Kolejna wielka lekcja również jest nieodłącznie związana z byciem dorosłą. Dotyczy ona odpowiedzialności.

Odpowiedzialność, to „odpowiedź” na to, co niesie życie

Bardzo podoba mi się ta perspektywa, bo niczego nie zakłada z góry. Odpowiedzialność rozumiana w ten sposób otwiera drzwi do możliwości i pozwala wybrać z całego ich wachlarza. Równocześnie jasno określa, że wybrać coś trzeba, by odpowiedzieć na wyzwanie, które do nas przyszło.

Kiedy jestem odpowiedzialna, mama już nie musi po mnie sprzątać. To ja ponoszę konsekwencję moich działań i o tym właśnie myślę w kontekście dorosłości.

Moja mama w chorobie taty wzięła na siebie część spraw, a na część jej „odpowiedzią” było scedowanie ich na mnie. Uf, to jeśli ona tak może, to przecież ja również nie muszę brać się za bary z całym życiem? Wow! Tak, to jest możliwe! I pojawił się we mnie kolejny promyk oświecenia, który rozświetlił niejednokrotnie mroczne i duszne pomieszczenie, w którym działa się nasza relacja.

To oczywiście nie wszystko, bo po drodze była jeszcze nauka przyjmowania darów i odczuwania wdzięczności. Kiedyś rozumiałam wdzięczność raczej jako odwdzięczenie się i każdy obiad przywieziony przez moją mamę był dla mnie więzieniem. Jako młoda mężatka, przepłakałam przez takie podarunki wiele wieczorów. Czułam, że będę musiała oddzwonić, przyjechać, kiedy coś będzie chciała załatwić, być na posterunku. Wolałam więc nie przyjmować tych darów, żeby nic potem nie musieć.

Oczywiście wtedy kompletnie nie zdawałam sobie sprawy z tego mechanizmu, więc w każdą tego typu sytuację wchodziłam jak w masło. Kilka dobrych lat zajęło mi zrozumienie tej kolejnej lekcji, że

Wdzięczność nie wymaga rewanżu

Mogę oczywiście nadal opisywać case study, pokazywać Ci moje lekcje, a przy okazji odkrywać kolejne rodzinne tajemnice. Moją intencją było jednak pokazanie Ci, jak wiele w relacji z mamą możesz zmienić dorosła Ty. W końcu moja mama nawet nie wie o żadnej ze spraw, o których piszę dziś do Ciebie. Ona mojego bloga nie czyta, bo zdecydowała, że woli być obok tego, a równocześnie stara się nie krytykować i nie oceniać mojej pracy.

Nie robię tego jej na złość, ale już nie czekam, aż mnie pochwali.

To idealna puenta dla tego artykułu, a przy okazji kolejna lekcja. Tym razem odrobiłyśmy ją wzajemnie.