Jesteś zwycięzcą, czy fajterem?

5 czerwca 2020

Jestem zwycięzcą, a nie fajterką.

Takimi słowami w rozmowie z przyjaciółką podsumowałam dziś moje ostatnie tygodnie i bardzo poruszył mnie ich sens. Bo nie chodzi o to, by się przechwalać, przyznawać sobie medale, czy się wywyższać, a raczej o fakt, by zgodzić się ze swoją naturą i być trochę jak wodospad.

Bo spójrz. Gdyby on się upierał, że chce płynąć tędy i tylko tędy, to może nie byłby wodospadem, tylko rzeką, strumykiem, bagienkiem…

Wodospad w swej mądrości jest tam, gdzie być powinien. Gdzie paradoksalnie najłatwiej mu płynąć, a równocześnie musi pokonać strach i pozwolić sobie spaść. Wodospad potrzebuje zaufać, odnaleźć w tym zaufaniu radość i osiągnąć efekt, jakiego nie miałby, upierając się, by nadal płynąć leniwie po płaskim…

Ja kiedyś działałam z pozycji wodospadu, który chce płynąć po płaskim. Czułam w sobie siłę, ale dziś wiem, że była to siła z kategorii PRZEMOC, a nie MOC. Miałam swoją wizję i kładłam na szali wiele, z własnym zdrowiem, dobrostanem i godnością włącznie, by przeć tam, gdzie wydawało mi się, że powinnam, wypada, muszę. Byłam fajterką!

Na hasło, czy zrobię, potrafię, załatwię odpowiedź zawsze brzmiała: dam radę! Tylko dlaczego potem bolały plecy? Czemu zasypiałam na stojąco w porze Wieczorynki? Skąd poczucie niedoczasu, nieefektywności, przemęczenia? Jakim cudem osoby, którym pomagałam szły dalej wyprostowane, a ja zostawałam zgarbiona i bez oparcia?

Podróż z tamtego miejsca zajęła mi parę lat i pewnie po drodze nawet nie zauważałam, że jestem w procesie, jednak nastąpił przełom, po którym ma swój moment “aha”!

To sytuacja w relacji z moją mamą.

Kilka dni temu dowiedziałam się, że czeka ją operacja, a przez parę miesięcy ukrywała to przede mną, by mnie nie martwić. Po śmierci Taty jest w takich momentach zupełnie sama, a jednak z ważnych dla siebie powodów wzięła to całkowicie na siebie, zaliczając po kolei wszystkich lekarzy, badania, diagnozy, strach i nadzieję.

Basia z przeszłości, gdyby dowiedziała się o tym, to w pierwszej kolejności poczułaby złość, żal, smutek i obwiniałaby mamę i samą siebie za taką kolej rzeczy.

Barbara dzisiaj poczuła odrobinę tamtych starych emocji, jednak na pierwszy plan wysunęła się akceptacja i miłość. Zgoda na to, by sytuacja rozwinęła się tak, jak się potoczyła. By wodospad był wodospadem.

Sama o takim rodzaju relacji dorosłej córki ze swoją mamą pisałam w książce Babciu, Dziacku, poMocy, jednak pomiędzy wiedzą, a umiejętnością jak zwykle musiał minąć czas.

On jednak minął, zadziałała świadomość i pojawiły się inne słowa, inne działanie. Pozwoliło mi to nie tylko poczuć w sobie spokój, miłość, radość i zaufanie. Dało też szansę, by bez własnych filtrów być z moją mamą przy niej. Tak, jak teraz o to prosi. Tak, jak tego potrzebuje 💚

Dlatego dziś mogę powiedzieć, że czuję się zwycięzcą.

A Ty?

Jesteś zwycięzcą, czy fajterem?