Nauki przedmałżeńskie

18 sierpnia 2016

Na świecie coraz głośniej mówi się o holistycznym podejściu. Tak chcemy być traktowani jako pacjenci, tak opiekujemy się dziećmi. Jest jednak aspekt naszego życia, bardzo ważny, który wciąż jest traktowany wybiórczo i zadaniowo. Jest to małżeństwo.

W naszym społeczeństwie najwyżej cenionymi wartościami miłość i zdrowie. O ile od tego drugiego mamy NFZ i setki specjalistów, do których możemy trafiać od drzwi do drzwi, to w kwestii miłości, związków i małżeństwa mamy do wyboru:

  • Bajki słuchane w dzieciństwie. Zwykle kończyły się na słowach „żyli długo i szczęśliwie”. Ewentualnie było huczne wesele. Nikt nie mówił o tym, co działo się potem za zamkniętymi drzwiami domu nowożeńców.
  • Nauki przedmałżeńskie, które mogą być cudownym i metafizycznym przeżyciem, pod warunkiem, że państwo młodzi w ten sposób do nich podejdą. Zanurzą się w świat wiary, zaufają, wybiorą tę drogę. Jest jednak grupa ludzi, która traktuje je jak przykry obowiązek, wyszydza, nie wynosi z nich nic. Dla tych osób nie ma alternatywy. Nie ma świeckich szkół dla par, mało jest laickiego poradnictwa przedmałżeńskiego dobrej jakości
  • Przyjaciele. Pomogą Ci „pożegnać” stan kawalerski z hukiem. Czasem tak głośnym, że nie ma co żegnać, bo do ślubu nie dochodzi. Poklepią po ramieniu, pożałują, w stanie upojenia ze łzami w oczach wymusza przysięgę, że nie będziesz pantoflarzem i w razie czego wiadomo, kumple są do dyspozycji.
  • Przyjaciółki. Będą zazdrościć, obgadają Twoją sukienkę, choć będą gładzić koronki i uśmiechać się słodko. Nastraszą, że potem to już tylko dzieciaki, pieluchy, masakra. No, może poza tymi, które też aktualnie szykują się do ślubu, bo one same są w euforii i półśnie, który pomaga im za pomocą lekkich środków uspokajających przeżyć ten dzień.
  • Poradniki. Pewnie jakieś na ten temat powstały. Nie wiem, bo nie czytam*. Pewnie są amerykańskie, które mają się nijak do naszych realiów (ślub pod namiotami odpada przez 8 z 12 miesięcy w roku), francuskie (polecam film „Za jakie grzechy dobry Boże”) aby utwierdzić się w przekonaniu, że to też nie nasze klimaty. Polskie, które opisują śluby znanych i znienawidzonych. Ani to nasz styl, ani fundusze nie te. * Jeżeli jednak jest jakiś poradnik, który wart jest polecenia, to ja proszę o info. Najlepiej, gdyby zgłosił się sam autor.
  • Babcia. A kto by tam słuchał babci w dzisiejszych czasach.

I jesteśmy tak miotani jak liście na wietrze, a każdy wokół wie lepiej, jak mamy przeżyć nasze życie.

Po co ja to piszę, kiedy macie już i tak dość frustracji?

Uważam, i to jest moje zdanie, ale w pełni się z nim zgadzam, że potrzeba nam holistycznego podejścia do miłości. Do poznawania się i zakochiwania, chodzenia, narzeczeństwa, ślubu i pożycia małżeńskiego. Potrzeba nam metody i narzędzi, które poprowadzą nas przez wszystkie przeszkody i będą przy nas w momencie świętowania. Zobaczą w związku człowieka, każdego z osobna, ale też i parę jako dwojga ludzi, którzy wybrali. Wybór to dla mnie fundament każdego związku. Przecież wybieramy sobie partnera, a potem ślubujemy mu, nie z lufą przy skroni, ale ze łzami wzruszenia, drżącym głosem, wielką wiarą. Więc jeżeli tak decydujemy, to warto, żeby tego zwyczajnie, po ludzku nie spieprzyć.

Czy istnieje taka metoda?

I tak i nie. Ja swoją mam, ale nie odważyłabym się powiedzieć, że jest ona dla każdego. Wiem za to na pewno, że działa. Wiem, że przynosi owoce i to czasem tak zaskakujące, jak gdyby drzewo figowe obrodziło jabłkami. Są jednak pyszne i nie można ich porównać z niczym innym. Skąd one się biorą. Z potrzeb. Z przekonania, że ludzie nie działają przeciwko innym ludziom, ale dla zaspokojenia swoich potrzeb. To zdanie warto mieć na lodówce, a dzięki magnesom Porozumienia bez przemocy , możecie powiesić je tam dosłownie.

Każdy człowiek ma potrzeby. Wszyscy ludzie mają takie same. Każdy z nas w każdej chwili ma jakąś potrzebę. Drugi człowiek tak samo. Kiedy spotykamy się we dwoje, zaczyna się przeciąganie liny. Czyja mamusia gotuje lepiej? Jaki samochód kupić? Czy zaprosić ciocię Krysię na wesele? Ile można wydać na buty!? To wszystko jest ok, bo to są nasze uczucia, nasze sprawy, nasze potrzeby. Narzędzia, o których mówię, bierzemy do ręki właśnie w tym momencie.

Sięgamy po 4 kroki Porozumienia bez przemocy i rozbrajamy tykająca bombę.

Kiedy słyszę, jak mówisz „moja mamusia gotuje lepiej”, to czuję zmieszanie, bo nie wiem, czego potrzebujesz. Czy chcesz zapytać mnie o zdanie na ten temat? Czy chcesz powiedzieć, że obiady u mojej smakują Ci mniej? Jaka jest Twoja intencja.

Hmmmm. Chyba chciałem docenić moją mamę, Twoja też robi pyszne dania, szczególnie te gołąbki z sosem pomidorowym.

Na niebo wychodzi tęcza, a sięgnęliśmy tylko po jedno narzędzie. Pytanie o intencję.

Tych narzędzi w Porozumieniu bez przemocy jest o wiele więcej, ale gdybyśmy mieli wybrać najprostsze, a zarazem dające najbardziej spektakularne efekty, to byłoby właśnie zapytanie o cel wypowiedzi.

Czy to jest holistyczne? Dla mnie absolutnie i w 100% tak. Bierze pod uwagę sytuację, uczucia i potrzeby każdej osoby, przynosi rozwiązanie problemu, a nade wszystko przestajemy grać w grę, w której pola na planszy z każdym rokiem związku znamy coraz lepiej. Jest to foch, milczenie, rzucanie talerzami, odmowa seksu, wyprowadzka, ukrywanie zakupu nowej sukienki, alibi u kumpla na rzekomy wypad na ryby. To nie ma sensu! Przecież sami wybraliśmy!

Sięgajcie więc po to proste narzędzie, tak jak sięgacie do klamki, by otworzyć drzwi. Wiem, że czasem to jest trudne i słowa więzną w gardle. To znak, że już zbyt dobrze posługujemy się językiem konwenansów, a nie językiem serca. Jeżeli potrzebujesz wsparcia, możesz skorzystać z mojego wspierającego towarzystwa i udać się ze mną na Wirtualną Wyprawę do lepszej relacji z Partnerem . Wolisz relację zamiast racji? Zdecyduj w pełnej wolności. Pamiętaj, Ty wybierasz.