Powrót do rzeczywistości

25 stycznia 2016

Wszędzie można już przeczytać, że ostatnie 3 dni spędziłam w Krakowie na Zlocie Latającej Szkoły. Na wszystkie portale wrzuciłam moje zdjęcie ze skrzydłami. Nigdzie jednak poza blogiem nie mogę tak subiektywnie i szczerze napisać, co tak naprawdę zdarzyło się w miniony weekend.

 

Piątek

Pierwszy warsztat.

Przedstawiam się. Wśród wielu określeń pada NVC. To słowo klucz trafi na tablicę z opisem uczestników. Zaczynam być rozpoznawana jako tak, która ma MOC.

Kolejne spotkanie.

Mamy się zidentyfikować z jakimś zwierzęciem. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu żyrafa, która zwykle przychodzi mi na myśl niejako z automatu, tym razem przegrywa z… szakalem.

Przedstawiam Ci zatem drugiego bohatera Porozumienia bez Przemocy – SZAKALA. To ten nasz głos, który jest agresywny, ocenia, krytykuje, „mówi” za pomocą swoich kłów, pazurów.

Uwaga – to bardzo ważny moment.

Zapamiętaj, SZAKAL NIE JEST ZŁY.

On po prostu JEST.

I czasem to on mówi jako pierwszy. W piątek zamknął moją żyrafę w klatce.

Piątkowy wieczór.

Miotła w dłoni i ciarki na plecach, czyli „Piosenki przy pracach domowych”. Czuję wspólnotę kobiet, tych obecnych na sali i tych, które już odeszły. Czuję w swoim głosie moc ich głosów i siłę ich siły. Rzadko doświadczamy czegoś takiego, zdecydowanie za rzadko…

 

Sobota

Pierwszy LAB z Aleksandrą Budzyńską. Podczas rundy zapoznawczej Ola wykrzykuje:

Basia, Szkoły Mocy, to TY!

Bezcenne!

Potem nastrój się zmienia i kiedy Pani Swojego Czasu opowiada o czymś tak prozaicznym, jak ogarnianie dnia w wielu oczach chwilami skrzą się łzy…

 

Drugi LAB z Barbarą Kohlbrenner. Jedno zdanie, które zapamiętam forever. Na pytanie, jak powinna wyglądać nasza szafa, Basia mówi

Tak, żebyś uśmiechała się na jej widok i miała w niej same ulubione rzeczy

Ja oczywiście wychodzę z tym poza szafę i robię sobie stop-klatki patrzenia na swoje otoczenie właśnie przez pryzmat tych słów. Efekty… no cóż, stan odbiega od ideału, ale już wiem, do czego będę dążyć.

Gala

Chcę pisać i na samo wspomnienie płyną łzy. Wiele, bo nie zliczę, niesamowitych Kobiet i Mężczyzn (też, choć w mniejszości) podzieliło się z nami swoją historią. Każda z nich warta opowiedzenia, choć nie każda warta przeżycia na własnej skórze. Wiele z nich jak z mojego życia wzięte, wiele tak odległych, że przez myśl by nie przeszły. Wszystkie autentyczne. Wzruszenie, ścisk w gardle, mokre okulary. W każdym możliwym miejscu będę Wam wszystkim dziękować, za każde słowo, uśmiech, uścisk i łzę.

Dziękuję!

 

Niedziela

To już mniej formalne spotkania, leżaki, wino, rozmowy.

5 bloków tematycznych – slow, Internet, pieniądze, komunikacja, ludzie. Najmniej ludzi przy stoliku… ludzie! Ja stanęłam tam i z radością witałam wszystkich, dla których LUDZIE są ważni. Ale do samego końca było nas tam najmniej. Czuło się już też pewien rodzaj zmęczenia i może to zaważyło. Chciałabym w to wierzyć.

Poniedziałek

Powrót do rzeczywistości. Nad ranem wysoka temperatura Julki, czerwone gardło zamiast czerwonego dywanu. Katar zastąpił cekiny i brokat.

I dobrze mi z tym. Można świętować, wzruszać się, pić, szaleć i balować, ale prawdziwe MOJE życie jest w tych załzawionych szarych oczach i gorących rączkach, które tylko chcą się przytulać. To one MNIE wzruszają i dla nich chce się żyć. Wszystko pozostaje w równowadze, taniec i tulenie dziecka, autonomia i całkowite oddanie, wino i ciepła herbata z miodem i z cytryną.

I tak, jak szakal nie jest gorszy od żyrafy, tak codzienność nie jest mniej wartościowa niż gala. Po prostu jest inna.