To całe NVC, to mi tylko utrudniło życie…

11 kwietnia 2017

Z wiarą i niewiarą jest trochę tak, jak z pogodą – zmienia się 😉 Wiem, że chcę pracować nad tym, by silna była moja wiara w siebie, we własne zasoby. Dziś jest tak, że wciąż potrzeba mi sygnałów z zewnątrz, ale w sumie czemu się dziwić. Mam za sobą lata wychowania w stylu kija i marchewki. Trudno tupnąć nogą i po prostu otrząsnąć się z tego, jak z kurzu na zimowym płaszczu. Dziś już to wiem. Jestem więc na etapie świadomej niekompetencji, a to już i tak daleko!

To fragment maila, którego pisałam dziś z dużym poślizgiem w odpowiedzi na otrzymaną wiadomość. Wiadomość sprowokowaną ostatnim wpisem na blogu i newsletterem. Dużo osób do mnie pisało. Moje wyznanie doczekało się wielu różnych opinii i ocen. Nie ukrywam, że był to dla mnie spory orzech do zgryzienia – przeczytanie, przyswojenie i przepracowanie tego w sobie zajęło mi 2 tygodnie 🙂 Pomogły słowa Kamili Rowińskiej, która mówi, że ma tyle reputacji, ile osób o niej mówi.

Każdy z nas styka się codziennie z ocenami. Własnymi na swój temat, ocenami innych ludzi, naszymi ocenami siebie i drugiego człowieka. W NVC wiele mówi się o unikaniu ocen i korzyściach, jakie płyną z tego dla komunikacji z drugim człowiekiem. Nie sposób temu zaprzeczyć, a równocześnie zderzamy się w tym momencie z naszym zwykłym, ludzkim… przyzwyczajeniem (?) by iść na skróty. Zamiast obliczać w słupkach, analizować albo przyglądać się z dziecięcą ciekawością i zdziwieniem, chcemy od razu podać wynik.

Głupek, wariat, sknera, naiwniak. Żali się. Chwali się. Nie ma za grosz taktu…

Kiedy na treningu Wspierający Rodzic próbujemy pod prostymi zdaniami znaleźć sytuację, jakiej mogą dotyczyć, nadal toniemy w ocenach i myśleniu na skróty. Czy to jest naprawdę takie złe? Czy musimy sobie to wyrzucać i sami siebie oceniać jako małostkowych, niekompetentnych, złośliwych czy zazdrosnych? Jak sprawić, by te myśli zniknęły, wyparowały z naszej głowy? Chociaż na czas Wielkiego Postu czy Świąt Wielkanocnych chcemy być szlachetni, współczujący, lepsi niż na co dzień. I często ponosimy klęskę, która sprawia, że mamy ochotę rzucić to wszystko w kąt…

Czasem odbieram telefon i słyszę:

Wiesz, to całe NVC to mi tylko utrudniło życie… Ja niby wiem co, jak i kiedy mówić, ale nie potrafię. Tak źle się czuję z tym, że odróżniam już to, co mnie wspiera (potocznie zwane właściwym), od przemocowego. Słyszę to u innych, słyszę to od innych, ale sama jak otwieram usta, to znowu mówię to, co zwykle, wyrażam się źle, nie tak chcę mówić, ale samo wychodzi. Jestem do niczego, jestem szakalem. W sumie już lepiej było, jak nie znałam Porozumienia. Mówiłam wtedy tak samo jak teraz, a przynajmniej się nie katowałam, że wciąż robię i mówię źle.

Nie prowadzę badań statystycznych i nie wiem, czy każdy miał takie chwile zwątpienia ani ile średnio trwają. Wiem za to z doświadczenia, że wiele z nas ma takie myśli i przechodzi przez to raz, a czasem wiele razy. Do wielu z nas to wraca.

Szczerze? Do mnie już nie, ale nawet nie wiem sama, kiedy minął ten etap. Na pewno pomogło mi w tym parę strategii i chcę się nimi z Tobą podzielić.

Strategia „wrrrrróć”

Jako nastolatka należałam do harcerstwa. Kiedy ktoś pomylił się w meldunku na apelu, mówił właśnie „wrrrrróć” i powtarzał od początku. Przecież jeżeli wypowiemy coś, z czego jesteśmy mało dumni, możemy po prostu „przewinąć taśmę” i powiedzieć to jeszcze raz. Od razu, nie czekając aż zjedzą nas wyrzuty sumienia.

Kiedy spadnie Ci papierek – podnosisz. Kiedy powiesz coś i natychmiast reflektujesz się, że to nie było fajne –  „wrrrróć” i powiedz to tak, jak naprawdę chcesz, żeby to zabrzmiało. Ja na moich dzieciach trenowałam tę strategię:

Jula, jak Ty możesz tak siedzieć z nogami na stole? To kompletny brak szacunku…

(Ups, ale o co mi chodzi????)

Ty słyszysz, co ja gadam? Przewinę i powiem to jeszcze raz. Proszę zdejmij nogi ze stołu, bo na skarpetkach jest sierść Czarusia, a za chwilę będziemy tu wszyscy jeść kolację.

I nawet jeżeli moje dziecko nie od razu zdejmie nogi ze stołu – bo nie zamierzam karmić Cię bajką, że zawsze tak jest – mamy pole do dyskusji i otwarte drzwi do kontaktu.

Strategia „nie dowalaj sobie”

Kiedy nie zastosujesz strategii „wrrrróć”, bywa że zaczynasz obwiniać. Siebie albo świat.

Jak mogłam być taka głupia, znowu na nią nakrzyczałam! Wstyd mi. Co ze mnie za matka?! Czepiam się, terroryzuję własne dziecko! Kto nie ma szacunku? Chyba ja dla niej. Nic mi się nie udaje…

Właściwie, to gdybym nie znała tego NVC, to bym jej te nogi zwyczajnie zrzuciła ze stołu, nawrzeszczała do tego, że nie zakłada kapci, będzie mi tu smarkula podskakiwać, mam już dość usługiwania księżniczce. Te dzieci są coraz gorsze, a NVC nie działa i to bez sensu. Tyle czasu i forsy w błoto, a ja nadal tkwię w tym samym bagnie.

To chyba najszybciej napisany akapit w tym tekście – jasny dowód na biegłość w temacie dowalania 😉 Komukolwiek. Bo to daje poczucie działania. Trochę nas obciąża, ale też rozgrzesza, eksportując nasze złe samopoczucie na zewnątrz. Na pogodę, polityków, ceny i psujące się sprzęty. Czy to pomaga? NIE! Co więc w zamian?

Spojrzenie na swoje życie okiem kamery

Ooo, jakie ciekawe są moje myśli. Aż mnie to śmieszy, że od kwestii psiej sierści na stole przeszłam zgrabnie do polityki i awarii zmywarki. Aha, tak TERAZ mam. Takie są moje myśli. A to ciekawe! A może by tak zastanowić się, o co NAPRAWDĘ mi chodzi? Czy o szacunek, psie kłaki, a może jestem spięta, bo newsletter nie napisany, a tu już 19 i znowu będę siedziała po nocach? Może też chodzi mi o tego smsa, na którego od tygodnia powinnam odpowiedzieć, a mam ochotę po prostu go skasować. Martwię się, że garaż przecieka i niepokoję, czy dobrze wypełniłam PIT. W sumie może tam te nogi trzymać, tylko ją poproszę, żeby wytarła stół przed kolacją.

Ahhh, jak mi ulżyło!

Strategia „robię nic”

Kiedy rozmawiam na warsztatach o strategiach, to zawsze mówię, że jest ich wiele, na pewno więcej niż 2. Te dwie podstawowe to „robię coś z tym” albo „nic z tym nie robię”. Nawet w sytuacji pozornie bez wyjścia, są 2 wyjścia: szukam wyjścia lub siedzę spokojnie i czekam, aż ktoś mnie stąd wyciągnie.

Kiedy coś mi się wymsknie, mogę powiedzieć „wrrrróć” lub przewinąć taśmę.

Mogę się obwiniać. Mogę też zrzucić winę na drugiego człowieka.

Mam też możliwość by z empatią, bez oceniania, przyjrzeć się swoim myślom.

Czasem wybieram strategię „na Scarlett” – pomyślę o tym jutro. Mogę po prostu TERAZ się tym nie przejmować, obiecując sobie, że kolejny raz zastanowię się i głęboko odetchnę, zanim coś powiem.

Często opowiadając o strategiach mówię, że część z nich jest nielegalna, cześć niemoralna. Są też prawie niewykonalne, ale SĄ. Ponieważ jestem absolutnie przekonana, że one SĄ, jest mi łatwiej.

Teraz mam wybór, czy stosuję którąś z nich, czy jak Kubuś Puchatek – robię NIC.

Świadomość wyboru to otwarte na oścież okno, przez które wpada świeże, wiosenne powietrze. Przynosi ulgę, nadzieję i daje radość. Nawet kiedy nie uda mi się być super extra na maxa, to sama świadomość, że MOGĘ, daje mi pewność, że nie odwrócę się od NVC, bo to jest mój wybór i moje życie.

To całe NVC to mi tylko utrudniło życie…