Wessana – wypluta – silniejsza

27 września 2016

Bywa, że coś nas wessie. Czy to nasz pomysł, czy los zaprojektuje dla nas niespodziankę, czasem dzieje się coś, co pochłania nas bez reszty? Bywa, że czujemy się jak filmie odtwarzanym w zwolnionym tempie albo jak oblepieni niewidzialną galaretą, która daje poczucie unieruchomienia, żeby nie powiedzieć uwięzienia. Wtedy bycie tu i teraz staje się arcytrudną sztuką, bo chcemy się wyrwać, biec dalej, pragniemy, żeby to się wreszcie skończyło. Trudno nam też trzeźwo oceniać sytuację, reagować, nie mówiąc już radości z tego, co właśnie się dzieje. Znasz to?

Survival z nastolatkiem

Kiedy zupełnie spontanicznie wymyśliłam nazwę tego kursu online, nie spodziewałam się, jak prawdziwa ona będzie dla mnie. Ten etap w życiu naszego dziecka i w naszych relacjach faktycznie przypomina szkołę przetrwania, ale tytuł okazał się proroczy również dla mnie. Pewne wydarzenia w moim życiu, które (dosłownie) wskoczyły mi na głowę, zablokowały mnie i zamiast dopracowywać kolejne moduły kursu, walczyłam z wiatrakami. Z tego powodu żadna lekcja kursu nie wydawała mi się dość, dobra, kompletna, skończona. Wciąż modyfikowałam i poprawiałam, a że nie było tego w planach niejednokrotnie pracę kończyłam, kiedy już świtało. Czy miałam pokusę rzucić tym w diabły, nie dokończyć kursu albo nie wysłać choć jednego modułu, spóźnić się z mailem lub (brrr) wysłać  niedopracowane materiały, pod którymi sama nie mogłabym się podpisać? Nie! Bo przecież survival nie polega na tym, żeby się położyć i czekać aż zje nas krokodyl albo chociaż pogryzą mrówki. Trzeba działać, być czujnym, kreatywnym, przeć do przodu. Okazało się, że nazwa stała się moim kompasem i uratowała mi życie. Teraz mogę powiedzieć, że pełnym imieniem i nazwiskiem podpisuję się pod całym kursem i uważam, że jest świetny. Możesz powiedzieć, że jestem nieobiektywna, ale świetność kursu polega na tym, że od początku do końca zgadzam się z każdym napisanym słowem i wiem, że to działa. Feedback po kursie potwierdza tylko moje obserwacje i choć naprawdę czuję się, jak po turnusie przetrwania, to czuję radość, szczęście i dumę.

Jak zostać Mamą Mocy

Ostatnio coraz częściej wychodzę z online do offline. Wielką satysfakcję daje mi szkolenie online, bo wiem, że docieram tam, gdzie nikt nie przyjedzie ze szkoleniem. Wiem, że nie każdy może wydać 500 zł na kurs, ale już 150 zł raczej się znajdzie. Wiem, że Polki za granicą szukają kontaktu i mają takie same problemy, jak w kraju, a nie mają z kim ich podzielić. Myślałam, że to mi wystarczy, ale każde warsztaty, każde Spotkanie z Mocą uczy mnie, że ten rodzaj kontaktu jest potrzebny jak powietrze. Po ostatnim weekendzie, kiedy prowadziłam 2 warsztaty Jak zostać Mamą Mocy, otrzymałam tak niesamowitą dawkę wzruszeń, doświadczeń, przeżyć, że teraz nie wiem, jak mogłam sobie radzić bez tego. Teraz dopiero złapałam balans i poczułam pełnię. Jest różnica między takim działaniem w zwolnionym tempie, kiedy dzień jest podobny do drugiego, a myśli wymieniam za pomocą liter, a prawdziwym kontaktem. Drugi człowiek pachnie, ma mimikę, rezonuje z Tobą lub wyraźnie czujesz, że odrzuca to, co słyszy. Zapomniałam o tym, ale nie robię sobie wyrzutów, bo inwestowałam moją energię w inne projekty. Wkrótce zacznie się ostatnia w tym roku edycja kursu online Jak zostać Mamą Mocy, a teraz czas na większy rozmach w planowaniu spotkań na żywo. Dzięki wsparciu niesamowitych Polek w Londynie mam już wynajętą salę szkoleniową na warsztaty dla brytyjskiej Polonii. Wybieram się do Krakowa, by spędzić wieczór w towarzystwie innych Mam Mocy. W Rybniku w Bajkowym Pięterku mamy już zaplanowany cykl spotkań aż do wiosny, a wczoraj dzwoniła do mnie Kasia, która również chce „pławić się w żyrafim sosie”. Bo Mamą Mocy można zostać, ale żeby nią być, warto praktykować. Najlepiej wśród ludzi.

Wyprawa do lepszej relacji z Partnerem

Co na to mój mąż? Stał się trochę bardziej milczący, mniej ogląda tv (może też dlatego, ze wciąż 1/5 ekranu zasłania pająk, który jest efektem nieszczęśliwego wypadku), więcej czyta i szybciej kładzie się spać. Łapiemy kontakt podczas wspólnych wyjazdów i wtedy szybko zapominamy o tym, że na co dzień mało mamy prawdziwego kontaktu, że moje wieczorne spotkania wymieniają się z jego porannymi, a noc jest nam potrzebna, by spać. Dostrzegam to, bo wciąż jestem na niego uważna i nie przyjmuję tego, co między nami za pewnik. Widzę, co robi dla mnie i dziękuję mu za to. Kiedy wraca z pracy, a ja za chwilę wychodzę i mamy dla siebie tylko chwilę nie tracę czasu na mówienie o pierdołach czy foch, a staram się przytulić, podzielić czymś ważnym. Kiedy nagromadzą się czarne chmury i przesłaniają nam horyzont staram się słuchać empatycznie i naprawdę usłyszeć mojego męża. Kiedy on mówi, pytam o intencję, sprawdzam, jak rozumie to, co mówię, dbam o dialog. Mamy wspólne plany – w nasze urodziny, które wypadają tego samego dnia, płyniemy w kolejny rejs. To są elementy, których ja nie wymyśliłam ani nie odkryłam, ale ułożyłam w Wyprawę do lepszej relacji z Partnerem. One tworzą eliksir zmiany, a praktyka pokazuje, że to nie działa tylko przez 6 dni trwania Wyprawy, ale może na stałe wpisać się w życie pary i dawać oparcie do przetrwania trudniejszych chwil.

Wessana, wypluta, inna niż kiedyś

Każdy film kiedyś się kończy. Również ten, w którym gramy, czasem w zwolnionym tempie. Mieszają się gatunki, raz to komedia, bywa, że dramat. Jeżeli grasz w horrorze i walczysz o przeżycie, pamiętaj, że wszystko minie. Co więcej, jestem przekonana, że przyniesie nam korzyści, o których w ogóle nie myślimy, ba, nawet nie możemy ich przewidzieć, kiedy dzieje się scena ucieczki przed potworem. Ale tak z pewnością będzie. Choć dziś nie widzisz niczego, co może dać Ci ta walka wręcz z krokodylem, tak na pewno się stanie. Może silne mięśnie przydadzą się podczas rejsu z ukochanym? Spójrz za siebie i poszukaj takich małych cudów, one na pewno tam są, wystarczy otworzyć oczy. Każdy z  moich projektów, im bardziej mnie wessał, tym silniejsza wychodziłam po ich zakończeniu. Może początkowo byłam „wypluta” i potrzebna była reanimacja, ale potem zawsze lubię siebie trochę bardziej.

Czy podzielisz się z nami tym, co Ciebie wessało i wypluło? Czy również jest to dla Ciebie źródłem mocy?