Witaj! Żegnaj….

10 czerwca 2020

Próbowałam napisać artykuł na bloga, ale jedyne słowo, jakie pojawiało się w mojej głowie, to strach. Boję się. Czuję lek. Odmieniam go przez przypadki. Próbuję strząsnąć z ramion. Wykopać na aut. Wystrzelić w kosmos. Wpuścić w kanał i o nim zapomnieć.

Walczę, szarpię się z nim, a tu wpadają do mojej skrzynki wiadomości: przytul ten lęk, modlę się za Ciebie, ślę Bujakoptymizm, jesteśmy do dyspozycji, jestem z Tobą dobrymi myślami, mocno tulę…

I znowu “życzliwi” mogą pisać, że to chwyt marketingowy, by więcej sprzedać, jednak chwilowo mam to w nosie.

Czy jestem przerażona?
TAK!

Czy czuję autentyczne wsparcie?
TAK!

Czy piszę to, by coś Ci sprzedać lub wzbudzić w Tobie litość?
To już zależy od Twojego odbioru.

Moją intencją jest powiedzieć Ci dziś, że pewnie nieraz będziesz bała się tak, jak ja.
I choć to naprawdę cholernie niekomfortowe uczucie, kiedy go nazywam, oswaja się i maleje. Potem znowu wraca, a ja powtarzam całą procedurę. Osadzam się w tu i teraz, sprawdzam, gdzie ten strach mieszka, co mi robi, jak mogę wejść z nim w dialog i tak, jak napisała Dagmara, przytulić go do mojego dziurawego serca. 

Kiedy czytasz te słowa, ja jestem już w szpitalu w Ustroniu i czekam na operację. Jestem na nią gotowa. Tak gotowa, że potrafię napisać żegnaj. Wiem, że kiedy się obudzę, nic nie będzie już takie jak wcześniej. Nie będzie już dziury w sercu, nie będzie tej niepewności. Być może będzie inna. Nowe wyzwania i nowe plany, a także zaklinanie się, że już nigdy więcej albo że odtąd, to ja już zawsze… 

A może nie będzie mnie. Na to też jestem gotowa.

I gdybym miała napisać Ci od siebie ostatnie kilka zdań, to brzmiałyby tak:

Nie odkładaj na później 

jedzenia truskawek
patrzenia w gwiazdy
podglądania żuka na łące

Nie czekaj na lepszy moment
z dziękuję
z wybacz mi
z kocham 

Żyj tak
by kurczowo trzymać się życia
a równocześnie
oddać je w inne serce z lekkością

Bądź gotowa


Ten wpis to nigdy niewysłany newsletter napisany dokładnie rok temu, kiedy wybierałam się na operację. Jest on zapisem moich najintymniejszych uczuć i stanu ducha. Mam ciary, a ponieważ wiem, że tego typu wydarzenia nie są tylko moim udziałem, dzielę się z nadzieją, że odnajdziesz w mojej historii cząstkę siebie.
P.S. Ta operacja nigdy się nie odbyła, ale to już zupełnie inna historia, o której jeśli lubisz horrory, możesz przeczytać tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *