Właściwe pytania

24 maja 2019

Trzydzieste urodziny to był dla mnie trudny czas. Miałam wtedy w sobie bardzo dużo smutku i poczucie, że wszystko już za mną. Najważniejsze decyzje podjęte. Mąż, dziecko, studia, praca, dom. Niby dobrze, ale z poczuciem niedosytu, żalu za przegapioną szansą. Dopiero dziś, po dziesięciu latach jestem w stanie nazwać te uczucia, bo wtedy jedynie katowałam się nastrojową muzyką i spoglądałam z żalem wstecz, nie bardzo rozumiejąc, o co mi chodzi i nie wiedząc co mogłabym w tej sytuacji zrobić.

Kiedy przypomnę sobie te chwile, to było jak zaćmienie. Wtedy nie tylko nie wierzyłam w jakąkolwiek zmianę, ale przede wszystkim nie wiedziałam, że można czuć i postrzegać inaczej. Brałam za pewnik to, co się działo i jak zombie bezrefleksyjnie wypełniałam codzienne obowiązki.

Czy dziś jestem mądrzejsza?

Na pewno. Czy mądra? Nie sądzę 😉 I pewnie za kolejne dziesięć lat będę z pobłażliwym uśmiechem czytać te słowa, jednak dzisiaj chcę zostawić ten ślad świadomości czterdziestolatki. Chcę to napisać dla siebie, ale też dla Ciebie. Bo wysłuchawszy historii setek kobiet, towarzysząc im w rozwoju, wspierając w trudnych chwilach i pomagając znajdować oparcie w sobie, z coraz mniejszym zdziwieniem odkrywałam, że cząstka mojej drogi jest także fragmentem Twojej. Odnajduj więc śmiało siebie i zadawaj sobie pytania. Jak wiesz, nie można nauczyć się na doświadczeniu innych, jednak zdobywanie własnych doświadczeń również nie jest konieczne.

Wystarczy zadać właściwe pytanie.


W kwietniu 2016 roku jako Basia Bielanik założyłam Szkoły Mocy. Dla mnie istotne jest, że wtedy byłam Basią. Nie Barbarą, jak stoi w akcie urodzenia, ale małą, miękką, miłą Basią. Tak też podpisałam obydwie moje książki, bo wciąż czułam, że nie zasługuję na nazywanie się Barbarą. Dziś wiem, że poza ogromną, niepohamowaną potrzebą dzielenia się moim odkryciem, jakim było Porozumienie bez przemocy, zabrakło mi procesu poznawania samej siebie i osadzenia w sobie. Robiłam to na Twoich oczach, eksperymentowałam i rozwijałam się organizując kursy, wyzwania, szkolenia i pisząc, a każdy mój upadek, chwila zwątpienia czy moment triumfu świętowałyśmy wspólnie. Za to doceniałyście mnie za autentyczność, a to określenie stało się moim wyróżnikiem wśród osób zasilających swoimi treściami social media.

Pytanie nr 1, bez któreg nie warto zabierać się za życie, brzmi więc najprościej, jak tylko się da:

Kim naprawdę jesteś?

Nie jest jednak łatwo udzielić na nie odpowiedzi…

Ja przez lata wielokrotnie zmieniałam zeznania. Moja autentyczność była, jednak wciąż chwiejna i kapryśna. Przejawiała się w zmianach fryzury, koloru szminki i tworzeniu wciąż nowych wyzwań, jednak czas przyznać, że była po prostu objawem braku solidnych podstaw. I nie zamierzam wstydzić się tego, wyrzucać sobie ani przepraszać Cię za to. Przecież robiłam najlepiej, jak na ten moment mogłam!

Jak możesz zrobić to lepiej?

To kolejne z fundamentalnych pytań. Nie znała go trzydziestoletnia Basia i sądziła, że smutek już zawsze będzie jej towarzyszem, bo niczego teraz nie da się zmienić. I poniekąd to była prawda, bo nic się zmienić nie musiało. Dom, mąż i dzieci wciąż te same, jednak w sercu ogrom radości i satysfakcji.

Jak to się stało? Ano właśnie za sprawą tego sprytnego pytania. Ono jest trochę podchwytliwe, bo kryje w sobie nie odpowiedź, a drogę. Kolejne jej przystanki to:

Weź to, co masz i przyjrzyj się temu (Stacja Inwentaryzacja)

Zdefiniuj, co Ci się nie podoba (Stacja Wielkie Porządki)

Stwórz w myślach lepszą wersję (Stacja Marzenia)

Poszukaj strategii, jak możesz ją uzyskać (Stacja Planowanie)

Zrób to! (Stacja Działanie)

Oczywiście trasa, którą opisałam, jest tylko jedną z możliwych, a dróg rozwoju jest mnóstwo. Mam jednak pełne przekonanie, że tylko wybór jednej z nich daje szansę powodzenia, bo kolejna trudność, jaką wszyscy napotykamy, to fakt, że za rogiem wciąż czeka coś nowego. Nowa książka, kurs, odkrycie naukowe, metoda, okazja. Często ciągniemy do nich jak ćma do światła w nadziei, że może wreszcie… Łudzimy się, że może właśnie ta technika, ten specyfik, to zdanie odmieni nasze życie. Metody poznane po drodze porzucamy jak misia z dzieciństwa, przyczepiając im łatkę zawodu, że miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle.
I daleka jestem od negowania nauki, rozwoju i postępu, a jednocześnie jestem zdecydowanie przeciwna nieustannej pogoni za czymś nowym. Bo sama odkryłam, że szczęście nie znajduje się za siódmą górą, za siódmą rzeką, tylko jest czymś realnym, namacalnym w tej chwili. A Ty i ja jesteśmy wystarczające, by nie musieć na nie zasługiwać, osiągać, tęsknić i marzyć. Możemy je mieć.

Dlatego dziś jestem Barbarą Ireną Bielanik. Mentorką Świadomych Kobiet. Składam się z mojej przeszłości, z mojego tu i teraz, a także z marzeń. To moja pełnia i autentyczność. Nie alfa ani omega, tylko sam środek radosnego i satysfakcjonującego życia. Mojego życia.

A ile jest Ciebie w Twoim życiu?

Odkąd w rozmowie z Basią Janysek padło to pytanie, stało się ono papierkiem lakmusowym moich codziennych decyzji. Przekonałam się bardzo boleśnie, że ignorowanie tego pytania może skończyć się bardzo, bardzo źle.

Na poniedziałek, ósmego kwietnia zaplanowałam Spotkanie z Mocą. Nie takie zwykłe, a wyjątkowe, bo dziewczyny przygotowywały się do niego przez niemal miesiąc. Na 2 godziny przed rozpoczęciem zaczęłam tracić wzrok. Najpierw z pola widzenia zniknęła prawa górna ćwiartka, by w chwilę później szara zasłona zastąpiła wszystko, co wcześniej miałam przed oczami. To aura – sygnał, że nadciąga migrena. Pomimo tego, jak tylko zaczęłam odzyskiwać wzrok, pojechałam na Spotkanie. Wtedy inne osoby i zobowiązania były ważniejsze, niż moje samopoczucie, ale jak się później okazało to nie był koniec atrakcji. Głowa nie przestała boleć, a co gorsze zaczęła mi drętwieć twarz. W czwartek dostałam skierowanie do szpitala, jednak przed moją rodziną były ważne wydarzenia, więc schowałam je do teczki i leczyłam się Ibumem. Nie działał. Po dwóch tygodniach, kiedy minęły egzaminy ósmoklasisty, Wielkanoc, młodszą córkę wyprawiłam na Zieloną Szkołę, a ze starszą byłam na rozmowie rekrutacyjnej do liceum, prosto stamtąd pojechałam na oddział neurologii…

Znasz to? Te wymówki, że wszystko i wszyscy są ważniejsi ode mnie. Że nie mogę im tego zrobić, a ja mogę poczekać, bo nie jest przecież jeszcze tak źle…

Dziś zastanawiam się jak źle musi być, i czy w ogóle musi, żeby zająć się sobą z troską i miłością. Bo dla moich córek chyba ważniejsza jest setka kolejnych wspólnych świąt, niż ta jedna Wielkanoc, którą na Poltramie Combo* przeżyłam ledwo pamiętając, co się działo.

Przede mną ważny moment, którego nie mogę i nie chcę odkładać na później. 11 czerwca będę miała operację. Lekarze podjęli decyzję, że bez zamknięcia „dziury w sercu”, czyli tzw. PFO, migreny mogą powracać coraz silniejsze, a ryzyko udaru wynosi 88% i uparcie nie maleje. Poddam się więc temu z zaufaniem, a potem wrócę do Was. Już bez dziury w moim żyrafim sercu, bogatsza o doświadczenia, ale przede wszystkim bardziej osadzona w swoim życiu.

Teraz nie żyję strachem, ani nie wyczekuję specjalnie tego dnia. Nie chcę też tego odwlekać. Budzę się, słucham Wstawaków, robię śniadanie dla całej rodziny, odrabiam kolejną lekcję w Kursie pozytywnego myślenia Beaty Pawlikowskiej, a potem staję do życia cokolwiek przynosi mój dzień pamiętając, by od czasu do czasu zadać sobie ponownie moje ważne pytania.

A Ty? Jakie pytania zadajesz sobie, by być szczęśliwą?