Wracam do siebie

5 września 2017

Wracam do siebie. Od dwóch miesięcy nie pisałam na blogu. Nawet nie wiedziałam, że aż tak długo, choć przeczuwałam, że sporo czasu minęło. Cóż, to były prawdziwe wakacje… Wracam do Was, choć przecież wciąż tu byłam. Codziennie obecna w grupie Szkoły Mocy, codziennie życzliwa dla samej siebie w ramach letniego Wyzwania. Po uroczystościach rozpoczęcia roku szkolnego usiadłam w kafejce i poczułam nieodpartą chęć napisania do Ciebie. Czuję wzruszenie i w tym nastroju chcę pożegnać wakacje.

Jak mawia Agnieszka Pietlicka „życie to Szelma”.

Wakacje, choć zaplanowane, były zupełnie inne, niż się spodziewałam. Choć było wiele rozczarowań, nagłych zwrotów akcji i trudnych chwil, w moim sercu zostaje wiele ciepła, radość i znowu to cholerne wzruszenie. Chyba pierwszy raz w życiu mam ochotę podziękować wakacjom, że były. Przelewa się przeze fala dobrych wspomnień, szaleństwa, wyjazdów, atrakcji, ale też leniwych dni w ogrodzie, ognisk po świt i porannej wędrówki do łazienki przez lodowaty, górski strumień.

Jest też trudny czas choroby Taty, ogromnej bezsilności i świętowania sukcesów w walce z cierpieniem. Czas skupienia na najważniejszym – na byciu blisko. Odkrywam, jak wiele z tego, co potrafię, nauczył mnie Tata i jak bardzo jestem do niego podobna. Zaczynam rozumieć, jak bardzo zapomniałam o prawdziwej sobie, a jak niedaleko była ta prawdziwa ja. Dosłownie jak pod powierzchnią wody, tak bliska, a jednak niedostępna.

Być może takie uczucia są Ci bliskie, więc może zastanawiasz się, co sprawiło, że postanowiłam wynurzyć się na powierzchnię? Na pewno jest to składowa kilku drobiazgów, które zmieniły kierunek mojego życia. To nie są wielkie rzeczy. Raczej porównałabym je do wiatru, które wiejąc w łabędzie pióro, potrafi zmienić kierunek jego lotu. Nawet delikatny podmuch jest w stanie sprawić, że ląduje ono w zupełnie innym miejscu niż to, do którego zmierzało.

Opowiem Ci o nich, ale od razu na początku zaznaczę, że ja również nie wybierałam się tu, gdzie jestem. Gdzie zatem jestem?

Jestem w tym samym, a jednak nowym miejscu.

– mój kącik do pracy przeszedł metamorfozę. Spojrzałam w kamerę i zobaczyłam bałagan, chaos, niewygodę. Potrzebowałam jednego weekendu, 500 zł i pomocy męża w wierceniu, by to zmienić. Efekt? Koszt niewspółmiernie niski w stosunku do radości, z jaką dziś zasiadam do pracy. Komfort, funkcjonalność, ład, a w dodatku wszystko takie „moje”.

Jestem tą samą, jednak lżejsza o ponad 15 kg osobą.

Jak to się stało, dlaczego teraz i czy na tym koniec? Zaczęło się od decyzji, a raczej przekonania, które towarzyszyło mi od dawna: tak wiele w życiu mi się udaje, doprowadzam do końca tyle spraw, dlaczego na tym polu wciąż ponoszę klęskę? Właśnie, dlaczego? Bo innymi sprawami się zajmuję, poświęcam na nie czas i energię, a tutaj liczę na cud. Nie wykluczam cudów, jednak dotarło do mnie, że moje szanse wzrosną, jeśli jednak dam coś od siebie. Co zatem dałam? Zaczęłam od zmiany jadłospisu dla całej rodziny, czytania etykiet, tropienia dobrego pieczywa, picia wody oraz ćwiczeń. Potem doszło do tego postanowienie o rezygnacji ze słodyczy w intencji zdrowia mojego Taty. Później dotarło do mnie, że moje zdrowie jest niemniej ważne, a że uszkodzone pół roku temu ścięgna nadal dawały mi w kość, postanowiłam przejść na 6-tygodniowy post dr. Ewy Dąbrowskiej. Na wrażenia z przeprowadzenia postu przyjdzie jeszcze czas, bo przede mną jeszcze 2 tygodnie, jednak już dziś jestem jak nowo narodzona. Wciąż mam nadwagę, a jednak mentalnie czuję się znowu szczupłą osobą. To właśnie jeden z moich powrotów do siebie. Cudowne uczucie wolności, możliwości, atrakcyjności, zdrowia i siły. Tego wszystkiego brakowało mi pod tą pozornie wygodną puszystą kołderką otyłości, jednak to wraca. Nie samo, a dzięki rygorystycznemu przestrzeganiu zasad, codziennym ćwiczeniom i pełnym przekonaniu, że jeżeli teraz tracę na wadze, to jadę już do końca. Aż wrócę do siebie. Jestem pewna, że będę wiedziała, kiedy to nastąpi.

Acha, i jeszcze jeden ważny drobiazg. Jeśli znowu bliskie Ci jest to, o czym piszę, to nie można zapomnieć o słowie na „a”.

Akceptacja – siebie teraz, swojego ciała, wyglądu, ograniczeń.

Nie walka z otyłością, a dbanie o siebie. Nie odchudzanie, a karmienie siebie z miłością i troską. Nie z nienawiści, a z miłości do siebie zaczęłam tę przygodę. Tak, jak uczymy się w Wyzwaniu Lato życzliwości dla samej siebie.

Czy to wszystko? Absolutnie nie! W ankiecie, którą przeprowadziłam miesiąc temu, zdecydowana większość odpowiedzi sugerowała, że moja flagowa fryzura – ciemne włosy z grzywką powinny wrócić na ekrany. Ja jednak w głębi brzucha czuję, że mój jest blond, długie, prawie do pasa włosy, proste, zdrowe, ale jasne. Prędzej więc zmienię stronę internetową i wszystkie grafiki, niż wrócę do ciemnego koloru na głowie. Pewnie kiedyś mi się odmieni, jednak na dziś mówię o jasnym kolorze włosów „mój ci on”. Może powiesz, że to błahe i nie powinnam się o tym tyle rozpisywać, a ja powiem Ci tylko, że dla mnie to ważne. Bo to jestem prawdziwa ja.

Gdzie jeszcze jestem ja?

We wzruszeniach, o które ostatnio tak mi łatwo. W głośnej muzyce słuchanej w samochodzie. W bliskości z mężem. W zadbanych dłoniach. W efektywności, niezawodności, skuteczności. W spotkaniach z przyjaciółmi. W spędzaniu długich wieczorów w blasku ognia. W perfumach La vie est belle. W beztroskim czasie z dziećmi nienaładowanym atrakcjami, a skupionym na zwykłym byciu. W świeżych kwiatach w wazonie. W pieczonej dyni…

Powiesz, że to już w ogóle są drobiazgi, a ja odpowiem: czyż jest coś ważniejszego? Nasze życie składa się z detali, sekund, spojrzeń i westchnień. Dla mnie dziś nie liczy się nic więcej.

Zaczyna się jesień i dla mnie te dni to czas planowania i podsumowań większych nich przy okazji nowego roku. To moment na poukładanie spraw od nowa jak w dziecięcym piórniku. Mamy wybór, czy włożymy tam obgryzione ołówki, czy pachnące nowością kredki. Ja lubię mieć wybór, szczególnie w sytuacji, kiedy nadchodzi dla mojej rodziny czas, w którym wyboru nie mamy…

Ja wkrótce zaczynam kolejne studia, bo nie lubię stać w miejscu, bo jestem głodna, nie czekolady, lecz wiedzy, wrażeń, kontaktu. Szkołę zaczynam w Katowicach, jednak wciąż najbardziej aktywna będę online. 22 września rozpocznie się kolejne Wyzwanie, tym razem pod hasłem autentycznego kontaktu ze sobą i drugim człowiekiem. Ja już wiem, bo przekonałam się na sobie i kilkunastu osobach, które w letnim wyzwaniu idą ze mną ramię w ramię, że to działa. Warunek jest jeden – zadania nie leżą, ale wykonujesz je przez 5 minut dziennie. Codziennie.

Ja nie będę Cię namawiała do udziału, bo Ty wiesz najlepiej, czy to dla Ciebie dobra forma, czy to właściwy czas, czy moje przewodnictwo jest inspirujące, czy jesteś gotowa na systematyczną pracę, czy masz odwagę działać i czuć się dobrze ze sobą, czuć się dobrze wśród ludzi.

Ja po prostu czekam na Ciebie z otwartymi ramionami i sercem. Niech to będzie piękna jesień <3

  • Marzena Kopta

    Moja droga, mam wielką radość czytając to co piszesz. Wielkie moje gratulacje, z serducha i w ogóle 🙂 Tym bardziej się cieszę, że ja akurat wyszłam z siebie, stanęłam obok. Nie wiem którędy do domu. Ale to nie szkodzi. Widać teraz ma po prostu być.