Złe dobrego początki

11 stycznia 2016

SAM_4607-compressor

 

 

 

 

 

 

 

Bardzo często z ogromną wdzięcznością wracam myślami do dnia, kiedy Porozumienie bez Przemocy, czyli NVC (ang. Nonviolent Communication) pojawiło się w moim życiu.

Zanim się o nim dowiedziałam, działo się w mojej rodzinie źle. Z tamtych mrocznych czasów pamiętam moją ogromną potrzebę pomocy i zmiany. W kontaktach z dziewczynkami byłam raz jak miękka podusia, raz jak wybuchająca tysiącem iskier petarda. One nie wiedziały, czego się po mnie spodziewać. Ja nie wiedziałam, kiedy nastąpi wybuch. Nie miałam z dziećmi żadnej relacji. Ja po prosu je wychowywałam.

Nie chciałam tego!

Pamiętam, że wpisałam w Google „szkolenia dla rodziców”. Dziś, kiedy próbuję tego samego, bez otwierania linków wiem, że 4 z 10 wyników szkoleń to warsztaty oparte na NVC.

Wtedy maszynka wypluła mi Fabrykę Szczęśliwości Marzeny Kopty. Było blisko, tanio, w sobotę, dzieci można było zabrać ze sobą. Pojechałam.

Na wspomnienie tamtej soboty cały czas dźwięczy mi w uszach

CO CZUJESZ I CZEGO POTRZEBUJESZ?

A potem to była lawina…

Marzena prowadziła również indywidualne warsztaty przez Skype. Zastanawiałam się… 5 minut. Kolejne pół roku spędziłam na bardzo intensywnym poznawaniu i ćwiczeniu Porozumienia bez Przemocy. Potem przyszła kolej na wyjazdowe szkolenia dla zaawansowanych, grupę empatii i po prostu codzienność z NVC. Bo ostrzegam, z tej ścieżki nie ma odwrotu.

Po tamtym pamiętnym warsztacie spojrzałam na moje dzieci zupełnie innymi oczami i zaczęłam je słyszeć.

Powiecie: podaj przykład. Proszę bardzo. Pewnie to znacie 🙂

– Julka, idź, proszę umyć zęby.

– Zaraz

– O, słyszę, że chcesz to zrobić zaraz. Czy zaraz to jest 1 minuta, czy 5 minut?

– 5 minut

– Czy chcesz, żebym Ci przypomniała za 5 minut?

– Tak.

5 minut później…

– Julka, minęło 5 minut, proszę, żebyś poszła umyć zęby.

– Ale ja się bawię.

– A, słyszę, że się bawisz. Chyba bardzo fajna ta zabawa, co? A jakby to było dla Ciebie, gdybyś przerwała zabawę, umyła ząbki, a potem dokończyła?

– Dooobra

Co się zmieniło w stosunku do mojego standardu?

Dziecko zostało usłyszane i zauważone, a moja prośba została spełniona z poszanowaniem uczuć i granic każdej ze stron.

A jak Wy radzicie sobie w podobnych sytuacjach? W grupie na Facebooku jest miejsce na wymianę takich doświadczeń, dołącz, zapraszam!