Żona przy mężu

2 października 2016

Od kilku dni w mojej głowie słowa żona przy mężu odmieniają się przez wszystkie przypadki. To dla mnie znak, że coś puka od środka i domaga się wypuszczenia. Jest tak w większości moich tekstów na blogu. Kiedy siadam do pisania, nie do końca wiem, jaki będzie efekt końcowy, choć muszę przyznać, że zwykle nie jestem zaskoczona. Być może jesteś zawiedziona, że zamiast treści użytkowych, porad i dobrych praktyk, dzielę się z Tobą puzzlami mojego życia. A może cieszysz się, że nie przeczytasz tu o kolejnych świetnych metodach i magicznych zaklęciach. Ja nie wiem, co dziś będzie dla Ciebie dobre, więc wybieram to, co dziś jest dobre dla mnie. Bo nie jesteśmy odpowiedzialni za uczucia innych ludzi.

Zgłosiła się do mnie Karolina Wilk, która prowadzi projekt Mama poza schematami. Rozmawiałyśmy długo przez Skype, a ja wciąż zastanawiałam się, co takiego robię, że Karolina zaprosiła do udziału w swoim przedsięwzięciu właśnie mnie. To spotkanie było dla mnie jak podmuch wiatru, który wzbił w powietrze setki połyskliwych drobinek kurzu,. W każdej z nich zobaczyłam jakiś fragment mojego życia, które faktycznie biegnie gdzieś po bandzie normalności. Pomyślałam wtedy, że tak bardzo przywykłam do tej inności, że jej nie zauważam. Przecież nie robię niczego niezwykłego.

Żona przy mężu

Mój mąż prowadzi świetnie prosperującą firmę, która zapewnia nam bezpieczeństwo finansowe i stabilizację. Jasne, że fajnie mieć więcej pieniędzy, ale świat by się nie zawalił, gdybym nie pracowała. Miałabym czas na opiekę nad dziećmi, gotowanie, sprzątanie, dbanie o siebie i czytanie książek. Duuużo czasu. W teorii, bo kiedy byłam na urlopie wychowawczym, to jakoś nic takiego nie miało miejsca. Był ciągły pośpiech, niedoczas, wkurw. Nakładałam na siebie presję perfekcyjnej pani domu, a to dokładnie na drugim biegunie mojej natury.

Dziś mam pracę, w której spełniam się zawodowo, finansowo i zaspokajam ważną dla mnie potrzebę wzbogacania świata. Nie przeszkadza mi to jednak w byciu żoną przy mężu. Nie dlatego, że jestem potulna, posłuszna, robię, co mąż każe, jestem od niego zależna finansowo i nie mam swojego zdania. Wręcz przeciwnie! Jestem nią, bo chcę nią być! Bo dobrze mi z nim. Bo przez 13 lat nauczyłam się dbać o siebie, a nie jak kiedyś robić coś, po to, żeby on coś zrobił. To była wielka pułapka, jaką zastawiałam sama na siebie. Wychodziłam wieczorem na spacer, żeby się martwił (a on się cieszył, że ma wolny wieczór). Odwoływałam spotkanie z koleżankami i zostawałam w domu, żeby się cieszył (a on się dziwił, co mi odbiło). Dziś nie wyobrażam sobie w ogóle, jak mogłam tak żyć, jak mogłam w to wierzyć. Równocześnie, jeżeli w tym, co piszę, odnajdujesz siebie, to chcę Cię uspokoić. Wszystko z Tobą ok, bo to tylko wydaje się takie proste, jednak zmiana jest zupełnie niełatwa.

Mąż przy żonie

Mój mąż nigdy tak nie miał. Przynajmniej ja nie zauważyłam. Ma za to inną taktykę, tak inną od mojej, że wciąż się z nią oswajam. Jest nią milczenie. Może teraz mocno się zdziwisz, tak jak ja się zdziwiłam, ale spójrz na przykład.

Byłam przekonana, że mój mąż nie czyta mojego bloga. Skąd ta pewność? Ano z milczenia właśnie. Nigdy niczego nie skomentował, nigdy o tym nie wspomniał. W ostatni wpis wkradł się jednak błąd, o którym mi powiedział i tak oto dowiedziałam się, że ON CZYTA. Nadal nie wiedziałam jednak, czy czytał ten jeden wpis, czy regularnie tam zagląda. Strategia najprostsza z możliwych – zapytać! Okazało się, że subskrybuje newsletter i regularnie klika w nowe artykuły. Nawet nie przyszło mi do głowy sprawdzenie tego, choć mam przecież odpowiednie narzędzia. To wskazuje na przełom, bo kiedyś szukałabym sposobów, aby nie musieć pytać, a się dowiedzieć. Etap przejściowy – nie pytam, akceptuję niewiedzę, również powoli odchodzi w niepamięć, bo taktyka: pytam – dostaję odpowiedź DZIAŁA!. Możesz się teraz śmiać, bo to przecież takie proste! Jasne, że proste, ale wciąż niełatwe.

Człowiek przy człowieku

A gdyby tak wyjść jednak poza schemat i nadawanie sobie określeń. Zamiast żona, mąż – JA i drugie JA. To są dwa byty, które się spotykają w naszym domu. Dziś JA jestem w gorszej formie, wtedy warto spytać, czy drugie JA może przejąć część obowiązków. Czasem moje JA ocenia, że drugie JA jest w złym nastroju. Mogę być obok, może dopytywać, mogę zgadywać, mogę działać zgodnie z moim najlepszym przekonaniem, mogę robić NIC. To wszystko są strategie, sposoby na BYCIE. Kiedy jednak nie mamy jasności, co robić, zawsze można spytać:

Czego potrzebujesz?

Zamiast próbować manipulacji, pytać o radę koleżanek, zostawiać dramatyczne listy na komodzie lub strzelać pokazowego focha, można powiedzieć:

Chcę, żebyś tylko był obok.

Chcę, żebyś coś zrobił.

Chcę, żebyś pozwolił mi pomilczeć.

Nie wiem, czy wtedy dostaniemy to, czego naprawdę potrzebujemy, ale chyba się zgodzisz, że mamy na to dużą szansę!

Nie jesteśmy odpowiedzialni, za uczucia innych ludzi. Jednocześnie to, co robimy, ma na nich wpływ.

Może zauważyłaś, że do zdania z pierwszego akapitu dodałam jego rozwinięcie. Nie da się bowiem ukryć, że trudno przewidzieć, co nasze słowa „zrobią” drugiej osobie. Równocześnie nie można mieć nadziei, że to, co mówimy, nie robi im nic.  Tutaj moim zdaniem kryje się odpowiedź na pytanie:

Dlaczego to takie trudne?

Trudno przewidzieć, jaki będzie odbiór naszych słów. Jeżeli nie możemy przewidzieć, uruchamia się lęk. Największy z naszych lęków, to strach przed odrzuceniem. Zgodnie z atawizmem: wypadasz ze stada, nie żyjesz. Kiedy społeczeństwo nie pochwala naszego działania, możemy znaleźć się poza nawiasem. Gdy mąż nie zaakceptuje moich decyzji, moich słów – co mnie czeka? Odrzucenie, zdrada, rozstanie? Może lepiej siedzieć cicho?

Łatwiej, ale na pewno nie lepiej. Dlaczego? Dlatego, że to działa pozornie i na krótko. Nie pomaga się porozumieć. Nie wspiera ani jednego z Waszych JA. W ten sposób nie budujecie domu, nie gracie do jednej bramki, robicie na szydełku dwie serwetki nie z kompletu. Wszystko się rozłazi, a szansa, że rozwali się z hukiem, jest większa, niż na to, że mąż odepchnie Cię dlatego, że spytasz lub poprosisz.


* W sobotę miałam być na Konferencji Empatii. Bilety kupiłam w maju, kropka w kalendarzu miała o tym przypominać. Jednak jestem po 3 tygodniach Survivalu z Nastolatkiem, kiedy mąż mógł mnie spotkać tylko z klawiaturą na kolanach. W ubiegłą sobotę szkoliłam od rana do wieczora. Jestem pochłonięta obowiązkami zawodowymi, które ostatnio często realizuję kosztem wspólnie spędzonego czasu. Kiedy zadzwonił do mnie, że zaprasza mnie w sobotę na strzelnicę, z automatu powiedziałam nie. Przecież moje JA miało Bardzo Ważne Plany. Odłożyłam telefon i znowu coś zaczęło pukać. Że to jest przegięcie, że tak nie można i że to ten moment, w którym moje JA jest gotowe odłożyć plany. Bardzo Ważne Plany. Dziś JA decyduję być żoną przy mężu, nawet jeżeli to kosztuje. Cena, to NIE dla czegoś innego. Bo każde NIE dla czegoś, jest TAK dla czegoś innego. A czymże byłaby moja empatia, gdybym siedziała TAM, zamiast być z NIM.

A na strzelnicy… To już temat na następny wpis. Z pewnością to do mnie zapuka!